po obejzeniu tego filmu po raz kolejny nasunela mi sie pewna mysl, a mianowice czy taka "galerniaka" nie jest kazda z nas?
Filmu opowiadać nie będę bo pewnie każdy oglądał i wie ze pokazane Sa tam nastolatki które nie uwazaja sie za ku*wy tylko dlatego ze nie oprawiają seksu za pieniądze, ale robią to za prezenty, ale załóżmy ze nie sa prostytutkami, ale idąc dalej ich tokiem myslenia kazda kobieta na swiecie powinna byc okreslana typem "galerianki" monogamistki, czyli kobiety robiacej to samo co te filmowe galerianki tylko ze z jednym facetem.
No bo załozmy ze kobieta ma stalego partnera, uklada sie im dobrze i sa szczęśliwi, później zaczynają sie klotnie na poczatku przy pierwszych dziesieciu kłótniach przynosi kwiaty i drobne upominki na zgodę, i zazwyczaj przeprosinu koncza sie w lozku bo kobieta widzi ze on przychodzi z kwiatami czyli mu zależny i po prostu jest juz szczeliwa a fochy ida w odstawkę, a wiec jest wszystko w porzadu, tak jak być powinno. po czasie kupuja mieszkanie i razem buduja swoja przyszłość, dochodzi do kolejnej kłótni, ale z biegiem czasu droga faceta nie biegnie do kwiecarni lecz do baru zeby odreagować, co za tym idzie wraca pozno, a kobieta jest jeszcze bardziej wsciekla niz byla, wiec nie ma kwiatow ani szczesliwej kobiety to tez seksu nie bedzie i facet spi na kanapie :) i sytuacja sie moze powtarzać w nieskończoność, jedno jest pewne ze jeśli takich sytuacji bedzie zbyt wiele to zaczynaja sie zdrady, ale to juz osobny temat...
tak wiec czy nie uwazacie ze kazda z nas ma w sobie cos z galerianki? No bo przecież jesli mamy tego jednego jedynego to czy nie oczekujemy od niego by o nas dbal? zeby sie staral? i zeby nas rozpieszczal? a jesli to dostajemy to on w łozku tez dostaje to czego tak bardzo pragnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz